
NIEDZIELA U WÓJTA W GÓRZYCY, BEZ OLESIA I BRAMKARZY
Jak co roku przyjechaliśmy do Górzycy, by zabawić u Wójta Górzycy. Przywitał nas z uśmiechem, poczęstował ciastem, usmażył schabowego z kapustą i obserwował nie tylko nasze potyczki (tzn. potknięcia). A potykaliśmy się kilka razy, a najbardziej Oleś.
Na turniej pojechaliśmy mocnym składem. Obok dwóch bramkarzy czyli Tomali i Kąkola, po boisku biegali Lupi, Grzeniu, Dziubek, Cinek, Górek Junior, Kwasek, Pałka, Górek i Oleś. Niektórzy mocniej, a inni słabiej. Na pierwszy mecz z Kuźnią Czarnów wyszliśmy w teoretycznie najsilniejszym składzie. Nie było widać przewagi u żadnej drużyny i przez pierwszą część meczu obie ekipy się badały. Mogliśmy wyjść na prowadzenie jednak Kwasek nie zdecydował się na strzał po prostopadłym podaniu Olesia. Jeśli nie strzeliliśmy, to dokonał tego przeciwnik przy (nie)wielkiej pomocy Kąkola. Spanikował w bramce i spokojną piłkę wybił wprost pod nogi rywala. Po chwili ujrzeliśmy pięknego gola. Jeden z kowali przyjął Kąkolową piłkę i kropnął technicznie w same okno. Z naszej strony potem sunęły ataki, ale nie było ostatniego podania. Za nie odpowiedzialny był Oleś, ale ostatnie dobre podanie wykonał, gdy podał do Kwaska na początku meczu. Mecz toczył się dalej, a my nie potrafiliśmy wykończyć akcji. Za to przeciwnik potrafił i po chwili pokazał nam, jak to się robi. Czy Kąkol pomógł przy drugiej straconej bramce? Nie rozstrzygniemy czy kopnięcie w kreta miało wpływ na utratę gola. Przegraliśmy, ale słabsi nie byliśmy. Może trochę wolniejsi.
Drugi mecz, to kolejny już w historii pojedynek z Jensonami. Na to spotkanie w bramce postawiliśmy Tomalę. I dał radę. Obronił co trzeba i wpuścił to czego nie umiał obronić. A dał ciała jak trampkarz. Nie potrafił obronić loba, który wpadł mu za kołnierz, a który leciał 3 minuty. Później już było lepiej. I w polu, i w bramce. Wyrównującego gola strzeliliśmy po łańcuchowej akcji. Zaczął Tomala. Podał do Olesia, ten do Pałki, a Pałka na prawą do Dziubka. Dziubek podciągnął do linii końcowej i zagrał do Kwaska wzdłuż bramki. Kwasek przełożył na lewą i uderzył z taką siłą, że pękła siatka. Po chwili mieliśmy kolejną akcję bramkową, ale Oleś znów nie potrafił podać. Na czystej pozycji przed bramką stał Lupi, a Oleś postanowił zagrać piłkę górą, by Lupi miał problem. I oczywiśncie miał. Nie przyjął i dalej był remis. W tym meczu był jeszcze jeden lob na naszą bramkę. I wszyscy wstrzymaliśmy oddech, bo to bardzo niebezpieczne zagranie dla naszego bramkarza. A że już mecz się kończył, to wstrzymaliśmy oddech bardziej niż zwykle. I co? Złapał. A potem już była ostatnia akcja. Piłkę dorwał Kwasek i strzelił w długi róg. Jensony się załamali, a my rzuciliśmy się na strzelca i całowaliśmy go do następnego meczu.
Parkowa z Górzycy nie zwykła przegrywać, a z nami to nawet nie lubi remisować. I historia się powtórzyła. Przegraliśmy minimalnie, ale byliśmy wyraźnie słabsi. Choć Lupi biegał od bramki do bramki, Cinek wślizgami rozbijał parkowców, a pozostali gryźli trawę, to nie udało się utrzymać prowadzenia. Kwasek, nasz najskuteczniejszy dziś zawodnik, pokonał parkowego bramkarza już w pierwszej akcji meczu. Potem już grali oni. Trzeba wskazać ojca porażki. Jednogłośnie, najsłabszym ogniwem uznano Olesia. Zapomniał jak się charata w gałę i dopóki był na boisku, graliśmy o jednego mniej.
Za kolejny mecz dostaliśmy walkowera, bo na turniej nie dojechała ekipa Metal Art Krześnica. To ważne punkty, bo w klasyfikacji Grand Prix jest naprawdę ciasno.
Na następny mecz wyszła na nas ponownie drużyna z Górzycy. Tym razem byli to miejscowi oldboje. I mimo tego, że po boisku biegało jakieś 700 lat, to mecz był bardzo zacięty. Ani jedni, ani drudzy pod bramkami nie byli skuteczni, ale akcjami podbramkowymi można byłoby obdzielić kilka spotkań. I okazało się, że nasz Dziubek, urodzony w Górzycy, "zabił" ziomali w ostatniej sekundzie meczu. Sędzia nawet nie wznawiał meczu.
Na koniec zagraliśmy z Trukersami czyli kierowcami ciężarówek. Rozjechali nas bardzo szybko. Oleś po pauzie wrócił do składu. Jednak ponownie pokazał się ze złej strony. Truker Marcin, który już zapisał się do oldBOYS-ów, zabrał mu piłkę i podał do napastnika, a ten będąc sam na sam z Tomalą, strzelił gola. Zaraz dostaliśmy drugiego gola i zrobiło się niewesoło. I wtedy nasza gra zaczęła się zazębiać. Kwasek zamknął składną akcję i mieliśmy kontakt. Ruszyliśmy do przodu, ale trzeba było też pamiętać o obronie, bo kierowcy wciąż dojeżdżali w okolice naszej bramki. Tam jednak Cinek postawił szlaban i prezentując perfekcyjne wślizgi nie dał im wjechać do bramki. W końcu szansę na gola miał Lupi. Stojąc pod bramką, tym razem otrzymał dokładne (nie od Olesia) podanie i wsadził piłkę na remis. Trukersi już nie mieli paliwa, a w nas wstąpiły nowe siły. Najwięcej w Kwaska. Gdy dostał piłkę, kiwnął jednego i ruszył do przodu. Potem ograł drugiego, a tuż przed bramką wrzucił piątkę i okiwał jeszcze bramkarza. Wycofał i wjechał do pustej bramki. A że była to znowu ostatnia akcja meczu, to gdy Kwasek zobaczył, że wszyscy lecą w jego kierunku, to... uciekł do szatni.
Ostatecznie ugraliśmy 3 miejsce, ale gdyby Oleś zagrał z taką jakością, jak Cinek robił wślizgi, to mogłoby być lepiej. A gdyby bramkarze lepiej łapali, to... bla, bla, bla.
Wyniki:
oldBOYS - Kuźnia Czarnów 0:2
Jenson Logistics - oldBOYS 1:2 (Kwasek 2)
Parkowa Górzyca - oldBOYS 2:0
Metal Art Krześnia - oldBOYS 0:3 (wo)
oldBOYS - Oldboys Górzyca 1:0 (Dziubek 1)
oldBOYS - Trukers United 3:2 (Kwasek 2, Lupi 1)