
TOMALA DAŁ PODIUM NA HANZIE CUP 2026
Turnieje amatorskich drużyn, w których od kilku lat bierzemy udział, nie zawsze nam wychodziły. Bywało różnie i z formą nie zawsze trafialiśmy, ale wiele razy wychodziliśmy zwycięsko. Jak było tym razem?
7 lipca 2026 roku na SOSiR-ze w Słubicach pojawiło się osiem drużyn, by rywalizować o puchar rozgrywany w ramach obchodów Miejskiego Święta Hanzy. Były dwie drużyny z Gorzowa, trzy ze Słubic i trzy ukraińskie. My dostaliśmy w grupie i Gorzów, i Słubice, i Ukrainę. I walczyliśmy. W składzie następującym: Tomala, Dziubek, Lupi, Grzeniu, Norbi, Oleś, Kawa, Yura, Górek i tylko duchem Pałka, bo ciało nie działało.
Pierwszy mecz był pojedynkiem słubickim. Naprzeciwko nas wyszli Rodzice Akademii Piłkarskiej i łatwo nie było, tym bardziej, że w tej drużynie nie było żadnego rodzica. Za młodzi byli na rodziców. Ale wygraliśmy. Jedna bramka nam wystarczyła, choć powinniśmy zdobyć ich znacznie więcej. W tym meczu Kawa nie potrafił pokonać Natalii Radkiewicz - bramkarki reprezentacji Polski, która gościnnie wystąpiła u Rodziców. Dwukrotnie przegrał z nią w sytuacjach sam na sam. Ogólnie graliśmy dobrze. Akcje tworzyliśmy przemyślanie i dochodziliśmy do sytuacji bramkowych. Jednak bramkarka nie pozwalała się pokonać. Do czasu, gdy Oleś bezpańską piłkę podał do Norbiego, który stał przed bramką. On przyjął, obrócił się i pierwszy raz w życiu strzelił gola reprezentantowi naszego kraju. Z drugiej strony groźnych akcji nie było wiele. Lupi i Dziubek w obronie nie pozwalali młodzieńcom się rozpędzić, a i Tomala przypomniał sobie, jak się broni. Mieliśmy przewagę, mnóstwo sytuacji, ale skończyło się jednym golem.
Ukraińcy byli naszym drugim przeciwnikiem i tu już było skuteczniej. Poprawił się Kawa i tym razem sytuację sam na sam szybko zamienił na gola. Pokonał bramkarza strzałem w długi róg. Drugą bramkę strzeliliśmy po dość długo budowanej akcji. Przed ich polem karnym klepaliśmy z lewej strony na prawą i z powrotem tak długo, aż dobrze ustawił się Lupi, który nie mógł zmarnować takiej szansy. Gra się układała i bez nerwów mogliśmy kontynuować zdobywanie goli. Następnym zdobywcą bramki był Oleś. Otrzymał dokładne, prostopadłe podanie od Dziubka i precyzyjnie uderzył po długim rogu. Czwartego gola strzelił ponownie Lupi. Ukraińcy wrzucali piłkę z autu, którą przejął Norbi. Podał do Lupiego, a ten zamiast podawać do lepiej ustawionych kolegów, postanowił się napalić i... zmieścił piłkę między słupkiem i bramkarzem. W końcówce popełniliśmy błąd i przeciwnik wyszedł z kontrą dwóch na jednego. Trochę mało roboty znowu w tym meczu miał Tomala. Mógł być zastany i niedogrzany. Nie przeszkodził im w zdobyciu honorowego gola. I chociaż zwycięzca meczu już był znany, to bramkarz nie może wpuszczać gola przy pierwszej nadarzającej się okazji.
No to teraz czas na Gorzów. I już przed meczem mieliśmy z nich ubaw. Jeden z Gorzowian podszedł do nas i przedstawił ofertę, byśmy przegrali mecz. To było o tyle ważne dla nich, że wyszliby z drugiego miejsca. Więc zaproponowali nam... dwa obiady, bo mieli nadwyżkę posiłkowych kartek. To była najoryginalniejsza próba kupienia meczu, jaką w historii ludzkości mógł ktokolwiek wymyślić. Niestety, nikt z nas nie planował zjeść po turnieju dodatkowego posiłku. Rozbawili tym nas, ale koncentracji nie zgubiliśmy. Akcję przy pierwszym golu zapoczątkował Tomala. Wprowadził piłkę do gry dokładnym rzutem do Grzenia. On zagrał z pierwszej piłki do Kawy, który stojąc tyłem do bramki, odegrał piłkę pod nogami do Norbiego. A ten już nie miał problemów z trafieniem do siatki. Drugi gol, to piękny przerzut Dziubka spod naszej bramki do Grzenia. Grzeniu spokojnie piłeczkę przyjął i podał do ustawionego przed bramką Kawy. Bramkarz już nawet nie próbował próbować się rzucać, bo nie było sensu na takie ruchy. Gol i poukładane. Następną bramkę sprokurował Norbi. Finezyjnie pokręcił obrońcami, a gdy już ich wszystkich okiwał, podał do Lupiego. Gdy Lupi chciał piłkę przyjąć, przewrócił się, a ona mu odskoczyła. Jednak szybko wstał, znalazł ją i podał do... pustej bramki. Było po meczu. I gdy mieliśmy luz, to jeden przeciwnik uciekł z piłką i mocno strzelił po długim rogu. Tomala miał piłkę na rękawicy, a właściwie na paznokciu i mimo jego wysiłku, gola wpuścił.
Półfinał zagraliśmy z Foliarexem. Znowu. Większość meczu graliśmy jak równy z równym. Pod koniec foliowi rzemieślnicy przycisnęli i próbowali pokonać Tomalę. Ale nie tak szybko panowie. Tomala to nie byle jaki bramkarz. Jak chce, to wie jak poruszać się na linii bramkowej. I nie daje się łatwo pokonać. Więc mając takie zabezpieczenie mogliśmy pomyśleć o atakowaniu. I zaatakowaliśmy bardziej. Raz i drugi, ale efektów te ataki nie przyniosły. Przeciwnik też nie mógł pochwalić się skutecznością. A my mieliśmy w tym meczu bramkarza. I trzeba go za ten mecz pochwalić. Łapał, wybijał i kontrolował strzały Foliarexów. I dał radę. Prawie. W ostatniej akcji meczu zapomniał chcieć i zrobił krok do przodu, a wprowadzony przed chwilą napastnik kopnął w krótki róg, gdzie Tomali już nie było. I choć wyłapał sporo strzałów, to po puszczonej w ten sposób bramce, wyłapał też kilka "władków" od kolegów z drużyny. Nawet nie zdążyliśmy spróbować ruszyć z odsieczą, bo sędzia gwizdnął koniec meczu. Szkoda.
Został ostatni mecz w turnieju o 3 miejsce. Ponownie zagraliśmy z Ukrainą, ale trochę lepszą niż ta z meczu grupowego. To był ważny dla nas mecz. Poprzednią Hanzę wygraliśmy i głupio byłoby obrońcom pucharu nie zdobyć medalu. Więc ruszyliśmy na nich ostro i od razu nadzialiśmy się na kontrę, po której przegrywaliśmy. Ale tym razem mieliśmy jeszcze sporo czasu na próbę odwrócenia losów meczu. Więc zaczęliśmy próbować. Grzeniu spróbował pierwszy. Nie wyszło, bo bramkarz go złapał. Potem spróbował Lupi, który w całym turnieju biegał jak maratończyk i w każdej akcji był pod bramką przeciwników. A w akcjach obronnych był też pod naszą. Chyba Lupiego było kilku na boisku. Jemu jednak też nie wyszło. W końcu spróbował Kawa i... minimalnie chybił. Oni już się tylko bronili i nie chcieli wypuścić zwycięstwa. Gryźli trawę, nawet kopali nieprzepisowo, aż wkur... Grzenia, gdy ten leciał na bramkę, a ukrainiec go wyciął z tyłu. Za ten faul sędzia wykluczył faulującego na 2 minuty. Więc graliśmy z przewagą jednego zawodnika. I w tej przewadze zdobyliśmy gola. Kawa zakończył strzałem akcję, którą zapoczątkował Norbi podając do Olesia, a ten do stojącego przed bramkarzem Kawy. Potem pracownicy Amazona ustawili autobus i wybijali piłkę na oślep, byle dalej. I udało im się obronić remis. Więc karne. Pierwszego strzelił Norbi. Drugiego strzelił Oleś, Trzeciego strzelił Kawa. A że Tomala nie obronił żadnego z trzech, to kontynuowaliśmy strzelanie do pierwszego błędu. Pierwszego błędu nie popełnił Grzeniu i trafił. Tomala delikatnie coś krzyknął do strzelającego i wybił go z biegowego rytmu, a to wystarczyło żeby kopnął piłkę nad bramką. W końcu Tomal wybronił nam jakiś mecz.
wyniki:
Rodzice AP Słubice - oldBOYS 0:1 (Norbi)
oldBOYS - Trukers United Słubice 4:1 (Lupi 2, Kawa, Oleś)
oldBOYS - Wizards Gorzów Wlkp. 3:1 (Kawa, Norbi, Lupi)
Foliarex - oldBOYS 1:0
oldBOYS - XP 01 Amazon Rokitno 1:1 k: 4:3 (Kawa)