maly turnieje
PROGRES W EISEN
23 stycznia 2026 roku odwiedziliśmy Eisenhuttenstadt, by wziąć udział w turnieju Dynamo Cup U-35. Przyjaciele z klubu DSV zaprosili nas ponownie, bo pamiętali nasze wyczyny z zeszłego roku. Tym razem było podobnie i znowu byliśmy jedyną ekipą z Polski.
Na podbój Eisen w celu poprawienia wyniku sprzed roku zabraliśmy taki skład:  Kwiczoł, Dziubek, Cinek, Grzeniu, Oleś, Pałka, Górek, Górek Jr, Kwasek, Yura, Yetoo i Sokół. Skład wydawał się mocny, ale tylko na papierze. A w rzeczywistości się okazało, że kartka, na której napisaliśmy nazwiska i taktykę, szybko się pogniotła, wpadła pod szafkę lub ktoś ją ukradł.
W pierwszym meczu pamiętaliśmy jeszcze zapiski i mocnym składem wyszliśmy na parkiet. Można powiedzieć, że wszystko wychodziło. Pierwszy cios zadał Dziubek, który mocnym strzałem pokonał zdezorientowanego bramkarza. Uderzył tak dziwnie, że piłka odwijała się od chcącego ją złapać bramkarza. Przeciwnicy próbowali wyrównać. Kwiczoł kilka razy obronił strzały zawodników z Bad Saarow, ale większej krzywdy nie potrafili mu zrobić. Potem popisał się Grzeniu. Dostał piłkę i swoim ulubionym fałszerzem, zakładając bramkarzowi dziurę, zdobył gola. Grzeniu był bardzo aktywny i solidny w grze. Nawet biegał. A wszystko to dzięki pięknym, białym, nowym butom. W kolejnej akcji wykorzystał ich funkcjonalność perfekcyjnie i dokładnie obsłużył Olesia, a ten strzelił w długi róg i mieliśmy trzy bramki przewagi. Przy ostatnim golu pograli sobie już niemłodzi, ale jeszcze nie starzy, choć już oldboje. Kwasek w kiwce ukradł piłkę i podał do Górka Juniora. Piłka jednak do Górka nie dotarła, bo podanie przeciął Niemiec i strzelił swojego pierwszego gola w turnieju. Tzw. swojaka. Dziwne, ale nawet się nie cieszył. I to był juz koniec spotkania.
Wychodząc na drugi mecz już nie pamiętaliśmy o rozpisanej kartce. Drużyna All Stars dokładnie wiedziała jak z nami zagrać. Szybko nas sobie poustawiali i rozgrywali schematy, których nie potrafilismy złamać. Z dobrze grającym bramkarzem robili przewagę i tak długo rozgrywali, aż zrobiła się u nas dziura. Potem szyko zagrywali do wbiegającego napastnika, a ten przykładał nogę i walił w bramkę. Dwa razy Kwiczoł odbił piłkę przed siebie, ale dobitki były już skuteczne. I tak to trwało jakieś osiem minut, aż w końcu udało się nam zdobyć gola. Kwasek uciekł obrońcy i zdobył honorową bramkę. Jednak oni już mieli strzelonych pięć. Po tak dobrze taktycznie rozegranym przez nich meczu, mogliśmy podejrzewać gospodarzy o "pożyczenie" naszej kartki. 
Ostatni mecz w grupie. Niemcy nie byliby sobą, gdyby się na Polaków nie ustawili. Zespół, który dostał od nas lanie, niespodziewanie wygrał z tymi, którzy zlali nas. I co? Dzięki takiej ustawce musieliśmy wygrać trzema golami. Początkowo było dobrze. Mieliśmy przewagę i operowaliśmy dobrze piłką. Akcje były szybkie i tylko strzały słabe lub niecelne. W końcu jednak trafiliśmy, a konkretnie Kwasek. Pozostało strzelić jeszcze tylko dwa gole. Drugi gol wisiał w powietrzu. I po podaniu Olesia, Grzeniu swoimi błyszczącymi halówkami, tym razem nie trafił w piłkę. Graliśmy swoje, to co mieliśmy w pamięci rozpisane na kartce. Dokładne podania z tyłu, długo rozgrywana piłka i czekanie na otwierające podanie. I strzeliliśmy drugiego gola. Tylko, że Junior podając do Cinka podniósł delikatnie piłkę, a ta przelobowała naszego bramkarza i padł swojak. Po tym trafieniu już nie potrafiliśmy się obudzić. Dodatkowo, sędzia z dwutygodniowym stażem, który również wstąpił do spółdzielni, wywalił nam Juniora z boiska za darmo. Oleś go zmroził wzrokiem, podbiegł do niego i... niestety powstrzymał emocje. A mecz zakończył się remisem.
Spotkanie o piąte miejsce poprzedziła dłuższa odprawa w szatni. Padły ostre słowa, polała się ciecz i pływał gęsty dym. Ale na ostatni mecz wyszliśmy bojowo. Z bardzo sympatycznymi "grubaskami" graliśmy spokojnie i bardzo przyjaźnie. Szybko chcieliśmy zbudować przewagę, by wpuścić na boisko tych, co grali najmniej. Dzięki Kwaskowi, zdobywcy hat-tricka w tym meczu, wszyscy pojawili się na boisku. W końcówce daliśmy strzelić im gola, a po zakończonym meczu bardzo się cieszyliśmy, bo ostatecznie zajęliśmy miejsce o jedno wyżej niż przed rokiem czyli piąte.
A ekipy ze spółdzielni zagrały w finale. I tym razem nie było układanki. All Stars rozbiło Bad Saarow 5:2. Mają rozmach sku..., jak mawiał klasyk. Trzeba im jednak przyznać, że spółdzielnia zafunkcjonowała perfekcyjnie. 
wyniki:
oldBOYS - Bad Saarow 4:0 (Dziubek, Grzeniu, Oleś, samobój)
All Stars Dynamo - oldBOYS 5:1 (Kwasek)
Neuzeller - oldBOYS 1:1 (Kwasek)
oldBOYS - Dynamo 3:1 (Kwasek 3)