maly turnieje
NIEPLANOWANY TURNIEJ POJEDNANIA
Nie spodziewaliśmy się, że w tym roku zagramy jeszcze jakiś turniej. A jednak! Dostaliśmy zaproszenie na zawody z okazji polsko-niemieckiego tygodnia spotkania i pojednania. Nie zastanawialiśmy się długo i skorzystaliśmy z zaproszenia. Turniej rozegrany został 22 listopada 2025 roku w hali SP2 w Słubicach. 
Wystarczył tydzień, byśmy przygotowali się do niego w pełni, a udział w nim wzięły po cztery ekipy z Polski i Niemiec. 
W pierwszym naszym meczu zagraliśmy z drużyną o nazwie Czerwone Koguty. Jak się okazało, pod tą nazwą skryli się młodzi zawodnicy Polonii Słubice - synowie naszych kumpli z czasów gdy graliśmy razem w słubickich klubach: KOMES, MLKS i Polonia. Wiedzieliśmy, że wielu szans na gola mieć nie będziemy. W końcu są młodzi, szybcy, sprytni i w trakcie sezonu. Nie mają tylko takiego doświadczenia, jak my. Ale grali świetnie. Mieli dużą przewagę w posiadaniu piłki. Często atakowali i próbowali strzelać z daleka. Z daleka, bo nie pozwalaliśmy im się dać wyklepać i wyjść na czyste pozycje. My z kolei w obronie nie popełnialiśmy poważnych błędów i co rusz im przeszkadzaliśmy. A gdy przejęliśmy piłkę, próbowaliśmy swoich akcji. I praktycznie pierwsza nasza kontra dała nam gola. Oleś wybrał piłkę w obronie, wystartował z piłką i podał do wybiegającego Lupiego, który strzelił między nogami bramkarza. I teraz zadaniem naszym było utrzymanie wyniku. Udawało się przez jakieś 3 minuty. W międzyczasie skontrowaliśmy jeszcze dwa razy, ale zagrożenia już nie stworzyliśmy. I w końcy skapitulowaliśmy. Precyzyjnym strzałem przy słupku młody Stawik zdobył gola. Młodzi poczuli krew i chcieli wygrać więc zaczęli grać jeszcze szybciej. Szybciej też zaczął bronić Tomala i wprowadzał piłki zaraz po wyłapaniu strzału. A to nam nie pomagało, bo sił już brakowało i Koguty zabierali nam piłkę, i stwarzali kolejne zagrożenia. Skończyło się remisem i raczej niespodzianką.
Kolejne mecze grupowe rozegraliśmy z Niemcami. Najpierw z gośćmi z Gorlitz, który wygraliśmy 2:0, po meczu dość zaciętym. Mieliśmy przewagę i stwarzaliśmy sporo akcji bramkowych. Ich bramkarz miał "dzień konia" i w dodatku szczęście. Słupek też grał z nim. W końcu Dziubek z Grzeniem stworzyli akcję, po której ten drugi zdobył gola. Nie był to jednak zwykły gol. Piłka pod ich bramką wisiała w górze i do niej wyskoczył Dziubek. Głową zagrał przed bramkę, a Grzeniu w ekwilibrystyczny sposób, robiąc szpagat w powietrzu, sięgnął ją tuż przed bramkarzem i go przelobował. Wszyscy na trybunach się zdziwili, że Grzeniu tak umie. Nawet Christiano Ronaldo nie skacze tak wysoko, jak w przy tym golu skoczył Grzeniu. Po golu gra się trochę uspokoiła i kontynuowaliśmy ataki, ale niemiecki bramkarz nie dawał się pokonać. Pod koniec meczu jednak strzeliliśmy gola, którego autorem był Lupi i wygraliśmy.
Trzeci grupowy mecz był ważny. Żeby zająć pierwsze miejsce w grupie musieliśmy wygrać różnicą 9 bramek. I zaczęłiśmy dobrze, bo już pierwszą akcję wykończył Grzeniu. Zostało prawie 12 minut na strzelenie tylko 8 goli. Więc jedziemy z nimi, bo jest szansa. Ale kolejne 4 minuty nie dały nam gola i zrobiło się nerwowo. W końcu jednak ruszyło i po golach Lupiego, Dziubka i Grzenia, na półtorej minuty przed końcem, brakowało tylko 2 trafień.  I nie udało się. A wszystko przez Grzenia. Raz nie trafił do pustej, a drugim razem kopnął w słupek. I te dwie akcje przekreśliły nasz triumf w grupie, co dałoby nam ominięcie grania z Faworytem turnieju.
I właśnie półfinał z nimi zagraliśmy. Były to Słubickie Świętoszki. I wcale nie byli takimi swiętoszkami, bo rozjechali nas jak trampkarzy. Fakt, że w nogach już mieliśmy sporo, a i kondycyjnie już dołowaliśmy więc nie mieliśmy najmniejszych szans. Oni mieli w swoim składzie świetnego malucha, który był wszędzie i zawsze przed nami. Zresztą został on najlepszym zawodnikiem turnieju. To był mecz bez historii, chociaż Dziubek raz oddał strzał i trafił w poprzeczkę. No cóż, zagramy o miejsce trzecie.
Na ostatni mecz z Pfarrei MM Frankfurt wystawiliśmy rezerwy, bo widzieliśmy ich wcześniejszy półfinał i byliśmy pewni zwycięstwa. Nie powinno się tak podchodzić do żadnego spotkania, ale oni nic nie mogli nam złego zrobić. Graliśmy spokojnie i pewnie wychodziliśmy do ataku. Szybkie klepki torowały nam drogę dla mocnych strzałów w światło bramki. Tam stał wysoki i sprytny bramkarz, który nie chciał skapitulować. My graliśmy wciąż spokojnie, długo rozgrywaliśmy akcje i w końcu go pokonaliśmy. Najpierw Lupi, potem Oleś, a na dobitkę Grzeniu. No i to na tyle.
W tę sobotę zagraliśmy w składzie: Tomala, Dziubek, Lupi, Grzeniu, Oleś, Yura i Daffy.
Pierwsze miejsce zajęła ekipa Świętoszków, która w finale pokonała karnymi Czerwone Koguty. Najlepszym bramkarzem została Olga Rogozina z SAP Apis Słubice, która puściła tylko 21 goli. Ten tytuł został przydzielony dla zabawy. Królem strzelców został Maciej Ossowki, zdobywca 10 goli, a najlepszym zawodnikiem Vinicius Costa, obaj ze Świętoszków.
Wyniki:
oldBOYS - Czerwone Koguty Słubice 1:1 (Lupi)
oldBOYS - BDKJ Gorlitz 2:0 (Grzeniu, Lupi)
Gronefelder Kicker FFO - oldBOYS 0:7 (Lupi 3, Dziubek 2, Grzeniu 2)
oldBOYS - Słubickie Świętoszki 0:7
oldBOYS - Pfarrei MM FFO 3:0 (Lupi, Oleś, Grzeniu)