maly turnieje
PRZYGODY SOKOŁA W EISEN
Sokół został nową twarzą piłkarskiego Eisenhüttenstadt. W dniu 17 stycznia 2025 roku był najjaśniejszą postacią całego wydarzenia w Inselhalle. Dzięki jego kontaktom zostaliśmy tam zaproszeni. Doskonale czuł się w tamtejszej hali. Brylował nie tylko na parkiecie piłkarskim, ale też poza nim. W końcu nie puścił żadnego gola i został uznany najlepszym bramkarzem. Przez nas.
Dawno nie graliśmy na terenie Niemiec, ale pojechaliśmy do Eisen z ochotą. Wiedzieliśmy z doświadczenia, że Niemcy lubią przygotować jakąś dziwną niespodziankę. I tak było. U nich nie gra się na hali piłką ze stoperem tylko piłką w rozmiarze 5 i to mocno skaczącą. Poza tym, wystawiają największe bramki, jakie tylko wyprodukowano. To nas jednak nie zraziło i rozpoczęliśmy turniej, w którym wzięło udział osiem drużyn. Siedem niemieckich i my.
Pierwszy mecz zagraliśmy na remis. Mimo skaczącej i niesłuchającej się piłki mieliśmy nawet minimalną przewagę. Pierwsze ostrzeżenie wysłał Kwasek, ale trafił w poprzeczkę. Później w poprzeczkę strzelił Dziubek. Z drugiej strony boiska niewiele do roboty miał nasz bramkarz. A żeby coś się działo pod jego bramką, to wznowił akcję tak niefortunnie, że rzucił piłkę pod nogi przeciwnika i za chwilę musiał się wykazać sprytem, by wybronić akcję. I wybronił. W kolejnym ataku powinniśmy zdobyć gola. Niestety, Oleś się zagotował i zamiast pod bramką przyjąć piłkę, strzelił z pierwszej obok pustej bramki. A bramka była taka duża, że wstyd było nie trafić. Pod koniec meczu mieliśmy rzut rożny. Dziubek zagrał do Łopka, który pokonał bramkarza SpG Reitwein/Podelzig, ale po chwili się bardzo zdziwiliśmy, bo sędzia gola nie uznał. Stwierdził, że rogu nie powinno być. No i co zrobić? Nie i już. Kłóciliśmy się, ale Niemcy zaczęli grać więc nie było czasu na dyskusje. Sokół z boku uspokajał i prosił o koncentrację do końca. Jeśli Oleś nie mógł strzelić Niemcowi, to postanowił strzelić swojaka. Próbowaliśmy rozegrać piłkę w obronie. Chcieliśmy ją utrzymać, wciągnąć wroga i wyjść z przewagą. Gdy Oleś zagrał niespodziewanie do Kąkola, ten się pośliznął i piłka leciała prosto do naszej bramki. Na szczęście odbiła się od słupka i wszyscy odetchnęliśmy. Samobója też nie potrafi strzelić. W końcu sędzia gwizdnął i zakończył mecz.
Drugi mecz był trudniejszy, bo gospodarze potrafili grać na swojej hali i wiedzieli jak taktycznie nas rozjechać. Grali z wysuniętym bramkarzem, przez co robili przewagę. Właściwie cały mecz musieliśmy przeszkadzać w pierwszej linii, by nie oddawali strzału z daleka. Kilka razy udało im się nas wykiwać i mocno strzelić. Dobrze, że obok bramki lub prosto w Kąkola. Gdy my rozpoczynaliśmy akcje, próbowaliśmy raczej kiwki i strzału, ale to nie przynosiło efektów. W jednej akcji poszliśmy dwóch na dwóch, ale tym razem Dziubek się zawahał i zamiast strzelać, podał w kierunku Kwaska. Podanie zostało przecięte i z setki zrobiła się kontra. Zawodnicy Dynama Eisenhüttenstadt naciskali i w samej końcówce gola strzelili. W zamieszaniu w naszym polu karnym, piłka przypadkowo spadła pod nogi zawodnika gospodarzy, a jemu nie pozostało nic, jak tylko kopnąć do bramki. Zostało 18 sekund grania więc postanowiliśmy zagrać na aferę. Niemcy musieli nas zatrzymać, a że zrobili to nieprzepisowo, mieliśmy rzut wolny na 5 sekund przed końcem. I znowu nas sędzia oszukał. Gdy gwizdnął czekaliśmy, by rozegrać wolnego. Nie rozpoczęliśmy w 5 sekund i sędzia zakończył mecz. Nie mogliśmy się z tym zgodzić, bo czas powinien ruszyć od zagrania piłki, a nie od gwizdka. Więc skoczyliśmy na stolik sędziowski i… dobrze, że blisko był Sokół, bo spokojnie im wytłumaczył, jak powinien zostać rozliczony czas. Pozwolili nam jeszcze raz rozegrać wolnego. Ostatni strzał Kwaska w tym meczu był bardzo mocny, ale nie był celny. I przegraliśmy. Mogliśmy iść do szatni i wykorzystać dłuższą przerwę przed meczem nr 3.
Przed ostatnim grupowym meczem już wiedzieliśmy, że o medale nie zagramy. To nas nie zniechęciło, a nawet zmotywowało. W tym meczu już piłka się nas lepiej słuchała i nie odskakiwała od nogi, jak w dwóch poprzednich grach. Dłuższa przerwa dała nam siły na ostatni mecz, a że posililiśmy się bratwurstami i piwem, to poszło. Już w pierwszej minucie zdobyliśmy gola. W końcu Kwaskowi wyszedł strzał i trafił przy słupku. Biało-zieloni wyrównali strzałem z daleka. Kąkol się nawet nie ruszył. Mówił, że nic nie widział, ale zawsze tak mówi, gdy puści szmatę. W pozostałej części meczu jednak bronił jak w transie. W tym meczu sędziowie również nas oszukali, a jakże. Przed naszym polem karnym trwała walka o pozycje. Górek nie pozwolił się trzymać i wypychał przeciwnika przed pole. Doszło do zwarcia i Niemiec, kładąc się, ściągnął Górka do parteru tak niefortunnie, że ten uderzył głową w parkiet. Nasz zawodnik otumaniony zszedł, a sędzia dał rzut wolny Niemcom. Masakra. Mecz był wyrównany i oldboje z Rehfelde się mocno wkurzali, że nie dają rady ze zmęczonymi już oldBOYS-ami. Tym bardziej, że oba wcześniejsze mecze wygrali. Jednak to my ukłuliśmy ich dwukrotnie. Najpierw Oleś indywidualnie wydryblingował obronę i strzelił gola, a po minucie dokładnie podał do Łopka i mieliśmy dwie bramki przewagi. Sokół widząc, że mamy mecz pod kontrolą, wpuścił na boisko zmienników. Okazało się, że za szybko, bo Niemcy zaatakowali na serio. Ruszyli ostro i nie wiadomo skąd i jak, ale prowadzili atak w trójkę na jednego naszego. Tylko, że tym jednym był Yetoo, gość co nie grał jakieś 10 lat, ale nie zapomniał fachu. Rzutem na taśmę, wśliznął się w Niemca i przerwał ich stuprocentową akcję. Na 28 sekund przed końcem jednak złapali kontakt. Teraz my postanowiliśmy ich oszukać. Zanim położyliśmy piłkę na środku boiska minęło 20 sekund. Wznowiliśmy grę, oddaliśmy strzał w niebo i mogliśmy cieszyć się ze zwycięstwa.
W meczu o piąte miejsce z Neuzeller SV musieliśmy ponownie zatrzymać rozgrywającego i strzelającego bramkarza. Znowu bombardowali nas z daleka. Jednak to my zadaliśmy pierwszy cios. Wzorowo rozegraliśmy rzut rożny. Dziubek podał do Piotrka, a ten z pierwszej strzelił w długi róg. Potem się zatrzymaliśmy i już nic nam nie wychodziło. Broniliśmy się resztkami sił, a Neuzellery nabierali tempa i coraz mocniej nas ostrzeliwali. I w końcu znalazł się snajper na czystej pozycji i precyzyjnie strzelił. Choć Kąkol rzucił się i wyciągnął jak struna, piłki nie sięgnął. W innej akcji nasz strażnik został mocno poturbowany i powalony na parkiet. Uderzył czołem w deski i był liczony. Konsekwencją liczenia była utrata drugiego gola. Nie zdołał się skoncentrować i musiał zejść z boiska. I wtedy do bramki wtargnął Sokół. Zasłonił prawie całą. Bronił bardzo dobrze i z wyczuciem. Nie dał się zaskoczyć i wyłapał kilka mocnych strzałów. Był najlepszym naszym zawodnikiem i nie został pokonany. Mecz przegraliśmy, ale przez te trzy minuty Sokół pokazał, że może być brany pod uwagę przy wyborze na najlepszego bramkarza turnieju. Jak się okazało przy podsumowaniu turnieju, statuetki nie dostał. Dlaczego? Czyżby nas oszukali i tym razem?
Ostatecznie zajęliśmy 6 miejsce. Po oficjalnym wręczeniu nagród, dyplomów, pucharów i napojów, impreza przeniosła się w miejsce barowo-restauracyjne. Próbowaliśmy kolejne bockwursty, raczyliśmy się ichnim piwem i rozmawialiśmy z tubylcami. A najbardziej rozmowny był Sokół. Szczegółów tu nie zdradzimy, ale bardzo go wszyscy tam polubili. W zamian za jego „wybryki” obiecali zaprosić nas za rok, bo stwierdzili, że tak rozrywkowej ekipy jeszcze na turnieju nigdy nie gościli. A tę rozrywkową ekipę stworzyli: Sokół, Kąkol, Górek, Daffy, Yetoo, Oleś, Kwasek, Piodi, Dziubek, Łopek i jako koordynator Górek Junior.
Wyniki
oldBOYS – SpG Reitwein/Podelzig 0:0
oldBOYS – Dynamo Eisenhüttenstadt II 0:1
SG Grun-Weiss Rehfelde – oldBOYS 2:3 (Kwasek, Oleś, Łopek)
Neuzeller SV – oldBOYS 2:1 (Piodi)