maly info
KAJAKI NA OBRZE - SKWIERZYNA 2021
Tym razem kajakami popływaliśmy po Obrze. To nowy dla nas teren i prezes zagwarantował niesamowite przeżycia, zarówno przed, w trakcie, jak i po spływie. Po pierwsze: pogodę zamówił idealną. W tak gorącym dniu można było ochłonąć tylko blisko wody.
Po drugie: rwąca rzeka i gęsto powalone drzewa dały się we znaki wszystkim. Trzeba było nieźle się napocić, by ominąć lub przeskoczyć wszędzie porozstawiane przeszkody. I po trzecie: konsumpcja kiełbasek i innych grillowych łakoci, przy czterdziestostopniowym upale, to przeżycia równie bezcenne, jak ucieczka przed spadającym drzewem. Kto był, ten wie, a kogo nie było, to uspokoję, że nikt nie ucierpiał. Przynajmniej na wodzie, ale drzewo spadło naprawdę. Mądre to było drzewo, bo czas na "wodowanie" wybrało w momoencie, gdy nikt tamtędy nie przepływał. A trzeba zaznaczyć, że ruch na Obrze w tym dniu był taki, jak w długi weekend na drogach w kierunku Bałtyku.
Nasza ekipa zwodowała 9 kajaków. Płynęły dzieci, kobiety, oldBOYS-i i goście. Sam spływ trwał ok. 4 godzin. Płynęliśmy spokojnie z prądem, choć często musieliśmy hamować, by omijać powalone drzewa lub inne konary. Zdarzały się też przeskoki i zamaczanie do pasa. Nieliczni próbowali nawet nurkować i gonić ryby. To wszystko było dość wyczerpujące i co jakiś czas było słychać pytanie: "daleko jeszcze?" Odpowiedź nadchodziła po kilku sekundach: "500 metrów za mostem". I tak z pięć razy, a mostu nie było ani widać, ani słychać. W końcu wszyscy zobaczyliśmy most i ucieszyliśmy się jak dzieci idące w upał po lody. Jednak odległości na wodzie są jakoś inaczej wyznaczane, bo te 500 metrów za mostem, gdzie miała znajdować sie meta, było jakieś 1500 metrów za nim. I pod koniec już było ciężko wiosłować. Byli jednak tacy, którym ta trasa nie wystarczyła i postanowili ją sobie wydłużyć. Choć wypłynięcie na 100 metrów za metę nie było trudne, to już powrót pod prąd nie należał do ulubionych momentów tej trasy. Dobitnie na ten temat wypowiedział się Grzeniu: "ja piii, co to piii miało być? Piii rzeka, piii czy ja jestem piii jakiś piii piii? Kto to piii wymyślił? Żeby nie było piii widać piii mety? A potem już były tylko przyjemności: napój, ogóreczek, inny napój, kiełbaska, znowu napój, cola, pomidor, ogórej z innej beczki, napój, napój, śpiew, napoje zimne i już ciepłe, kaszanka, kabanos, napój, śpiewy, tańce. Ni nie, tańce nie. Ale i tak było fajnie.