maly turnieje
DUSZNA NOC W WITNICY

Zaliczyliśmy kolejny turniej nocny w Witnicy. I kolejny raz nie odnieśliśmy sukcesu. To znaczy odnieśliśmy, ale nie piłkarski. Sukcesem było pojechanie na imprezę w 9-osobowym składzie. I o dziwo, ze znalezieniem ochotników nie było problemu. A tymi ochotnikami byli: Kokol, Pałka, Burak, Dafi, Lupi, Oleś, Grzeniu, Ryżu i Świder czyli całkiem zgrana ekipa.

Pierwszy mecz wygraliśmy bez większych problemów. Było to o tyle dziwne, że raczej pierwszego meczu w turnieju nie wygrywamy. Jednak w wyniku losowania trafiliśmy na Myślibórz i po golach Olesia, Grzenia i Ryża zarobiliśmy 3 punkty. Olesia strzał ledwo doturlał się do bramki, Grzeniu swoją bramkę zdobył tradycyjną przekładanką z zamachem, a na uwagę zasługuje debiutancki w oldBOYS-ach gol strzelony przez Ryża. Po wyprowadzeniu przez nas kontry, piłka wycofana przez Grzenia, turlała się po trawie w kierunku Ryża i gdy ten składał się do uderzenia z ok. 20 metrów na bramkę przeciwnika, cały stadion nie wierząc w jego umiejętności, krzyczał: NIE!!! Ryżu nic sobie z tej wrzawy nie robił i huknął na bramę tak mocno, że bramkarzowi przełamało… brzuch. I tym sposobem Ryżu rozpoczął bój o tytuł króla strzelców.

Drugi mecz to gra błędów. Zaprezentowaliśmy chyba wszystkie opcje popełniania błędów piłkarskich. Niedokładne podania, źle wyprowadzane kontry, brak porozumienia i nieskuteczność. Mimo tego mieliśmy jednak swoją szansę na punkty, a najlepszą zepsuł Oleś. Po ataku w nogi, w polu karnym przewrócił się Grzeniu, a sędzia wskazał na wapno. Niestety, kolejnym błędem było niewyznaczenie Ryża do strzelania karnego. Podjął się tego Oleś i nie trafił w bramkę. Minimalnie przeniósł piłkę nad poprzeczką chociaż bramkarza zmylił przepięknie. A potem straciliśmy najgłupszą bramkę w historii stowarzyszenia. Piłka dziwnym lobem leciała na naszą bramkę. Kokol wybiegając do niej poinformował kolegów, że piła będzie jego. Pałka nie słysząc okrzyku bramkarza próbował ją wybić i po chwili odbiwszy się od murawy, piłka przeskoczyła obu zainteresowanych, a najbardziej zdziwiony w całym zamieszaniu był napastnik z Lubniewic, któremu piłka spadła na nogę i wpadła do pustej bramki. Szkoda, bo Lubniewice w tym turnieju były do ogrania. Kokol jednak się jeszcze w tym meczu zrehabilitował. Popisał się dwiema paradami niczym najwięksi goalkeeperzy świata. Przy jednej obronił lewą ręką strzał w same okno, a przy drugiej spod nóg napastnika wybił piłkę tuż przed strzałem. A Oleś już się nie poprawił.

Sulęcin już od kilku turniejów leje nas, aż miło. Ale miło jest nie dla nas. Teraz też zeszliśmy pokonani. Wszystkie gole straciliśmy w ten sam sposób. Podczas rozgrywania ataku pozycyjnego, nawalało ostatnie podanie. Po przechwycie, przeciwnik szybko kontrował, a że my nie zdążyliśmy wracać to w sytuacji 3 na 1 bezwzględnie wykorzystywał przewagę. Tym razem nasz bramkarz nie mógł wyciągnąć meczu. Trening i schematy ataku pozycyjnego jednak dały efekt, bo trafiliśmy w końcu w bramkę. Właściwie to Lupi, wycofując piłkę do Pałki, trafił w obrońcę i ta wpadła do siatki. Po tym meczu Oleś z Pałką musieli sobie wytłumaczyć pewne ustawienia na boisku, ale w szatni już po turnieju rozumieli się doskonale.

Mecz z gospodarzami przegraliśmy bo… nie strzeliliśmy gola. Nie można wygrać meczu, jeśli w ciągu 15 minut zaatakowaliśmy tylko 2 razy. A Witnica lubi nas ogrywać i udowodnili, że są lepsi. Atakowali cały mecz i strzelali z każdej, wydawałoby się dobrej, pozycji. Raz minimalnie nie trafili, innym razem trafili, ale w bramkarza, a w kolejnej akcji troszkę się sami pogubili. Co się odwlecze, to nie uciecze i tak za chwilę było. Fakt, że pomogliśmy im w zdobyciu pierwszego gola, bo Maniek z Witnicy trochę podeptał Kokola, który wypuścił piłkę z rąk. Sędzia nie chciał słyszeć o faulu na bramkarzu. Cóż, ściany i gospodarz, to też znane przysłowie. Po kilku minutach dobili nas precyzyjnym strzałem obok słupka i było po meczu.

Do nas należała ostatnia kolejka spotkań, ostatni mecz i ostatni kibice, którzy zostali, by nas dopingować. I udało się. Pierwsza bramka padła po wspaniałym rajdzie Dafiego prawą stroną. Kiwnął jeszcze przy linii końcowej i zagrał ostro przed bramkarza. Tam już czekał Grzeniu i po wygranej przepychance z obrońcą trafił do siatki. To nas podbudowało i poszliśmy za ciosem. Właściwie to Grzeniu poszedł i zapressingował jednocześnie 3 obrońców z Gorzowa, a jeden z nich, podając piłkę do swojego bramkarza nie przewidział, że w pobliżu jest Lupi. Nasz pomocnik wyprzedził bramkarza i wpakował ją do pustaka. Po chwili straciliśmy gola, bo mocno uderzona piłka skręciła tuż przed dłońmi Kokola. Po tej stracie wkurzył się Burak i przeprowadził najważniejszą akcję meczu. Wbiegł z piłką w pole karne, a w nim został podcięty od tyłu. Sędzia początkowo nie chciał wskazać na 9 metr, ale Dafi mu wytłumaczył gdzie jest pole karne i poprosił, aby skorzystał z VAR-u. Sędzia się trochę zdziwił, ale przychylił się do prośby i po chwili ustawił piłkę w punkcie karnego. Tym razem nie popełniliśmy błędu egzekucyjnego i Ryżu pewnie wykonał karniaka. Królem strzelców turnieju jednak nie został, choć zabrakło niewiele. Konkretnie, 7 trafień.

I tym sposobem zajęliśmy 4 miejsce, przed Gorzowem i Myśliborzem. Wygrał Sulęcin, druga była Witnica, a za nimi Lubniewice. Najwięcej bramek zdobył „Cygan” z Lubniewic, a najlepszym bramkarzem został pan Smorowiński z Sulęcina.

Wyniki:

Sulęcin - Lubniewice 4:0
Gorzów - Witnica 0:5
Słubice - Myślibórz 3:0 (Oleś, Grzeniu, Ryżu)
Sulęcin - Gorzów 3:0
Lubniewice - Słubice 1:0
Witnica - Myślibórz 5:0
Sulęcin - Słubice 3:1 (Lupi)
Gorzów - Myślibórz 4:0
Lubniewice - Witnica 0:4
Sulęcin - Myślibórz 8:0
Witnica - Słubice 2:0
Lubniewice - Gorzów 2:2
Sulęcin - Witnica 4:1
Lubniewice - Myślibórz 10:0
Gorzów - Słubice 2:3