maly sparingi
DWIE RÓŻNE POŁÓWKI W BOCZOWIE
W czwartek, 25 kwietnia 2019r. zainaugurowaliśmy granie na trawie. Tym razem pojechaliśmy do Boczowa, drużyny z A-klasowego poziomu rozgrywek. Na miejscu, ku naszemu zaskoczeniu zobaczyliśmy boisko większe niż to, na jakim chcielibyśmy zagrać. Duuużo większe.
Nie należymy jednak do sportowców, którzy się boją. Mamy bowiem swoje lata i wieleset przebiegniętych po takich boiskach i z takimi zespołami kilometrów. A co za tym idzie mamy też doświadczenie. Jedyne czego nie mamy to kondycja. I w tym meczu pokazaliśmy jej brak bardzo wydatnie, chociaż w pierwszej połowie jeszcze dawaliśmy radę. Poza brakiem kondycji, dopadły nas jeszcze kontuzje. Troje naszych w trakcie meczu musiało opuścić plac gry. Czy te zejścia były osłabieniem czy też wzmocnieniem składu, okazać miało się wkrótce. Ale nie należy mówić o osłabieniach tylko o sile, jaką zaprezentowaliśmy przed meczem i w trakcie jego rozgrywania. Na mecz dojechało 14 ludzi: Topek, Górek, Pałka, Stawik, Żaba, Oleś, Znaju, Moses, Lupi, Dafi, Kokol, Ławryn, Podhaj i Ryżu. Wszyscy na boisku wystąpili, a po meczu tylko kilku trzeba było podać tlen. Pierwszą połowę wygraliśmy 5:4 i zaskoczeni byli  nie tylko miejscowi kibice, ale też i my. Na drugą część trenerzy Juwenii Boczów wystawili kilku świeżych i szybszych grajków, co wyraźnie podniosło ich poziom grania. Teraz oni strzelili nam 5 bramek i tę połówkę przegraliśmy 5:1. Ogólnie nasz występ należy uznać za dobry, a jak zaczniemy się spotykać choć jeden raz w tygodniu, to... bójcie się wszyscy.
A jak strzelaliśmy bramki? Pierwszą strzelił z rzutu karnego Oleś, a karnego wywalczył Lupi. To jest gość, dla którego nie ma straconych piłek i zawsze walczy do końca. Do piłki zagranej w kierunku bramkarza Boczowa, Lupi wyrwał jak wystrzelony z procy i dopadł ją tuż przed nim. Dziubnął ją delikatnie, a bramkarz chcąc wybić piłkę, trafił Lupiego w nogę. Karny bez dyskusji.
Drugą bramkę strzelił Moses. On też przeważnie goni do każdej piłki, ale nie zawsze jest skuteczny. Tym razem jednak gola zdobył. Ograł na szybkości obrońcę i z ok. 20 metrów przerzucił piłkę nad wychodzącym bramkarzem. Trzeba zaznaczyć, że Moses szybko się uczy. Wyciągnął wnioski z akcji z początku meczu, kiedy miał identyczną szansę na gola. Wtedy piłka była jednak za miękka i poszybowała nad bramką.
Trzeci gol, to dobra współpraca kilku osób. Akcję zapoczątkował Topek. Potem kilka podań w obronie wymienili Stawik, Górek i Pałka. W pomocy Dafi dobrze zagrał do Mosesa, a ten zagrawszy z Olesiem klepkę, wyszedł sam na sam i puszczając piłkę pod brzuchem bramkarza strzelił gola. Akcja godna boisk Ligi Mistrzów.
Następny gol był udziałem Lupiego, który chciał się też wpisać na listę strzelców. Pracował najciężej z nas wszystkich i bramka mu się należała. Wcześniej z naszego pressingu obrońcy wychodzili bez problemu, ale tym razem podeszliśmy agresywniej i obrońcy się pogubili. Jeden z nich musiał odegrać piłkę do swojego bramkarza. Zagrał jednak za słabo, wyczuł to Lupi i ruszył w pościg za gałą. Niestety, przed nim biegł inny obrońca, który naciskany przez Lupiego podał do bramkarza bardzo niedokładnie, bo obok bramkarza. Piłka leciała na róg, ale Lupi nie dopuścił do jej wyjścia poza boisko i przed linią ją opanował, a za chwilę cieszył się ze swojego gola. Warto było iść do końca.
Piąty gol padł ze stałego fragmentu gry. I tutaj trzeba nieskromnie zaznaczyć, że fragmentu wytrenowanego. Oleś z rzutu rożnego zagrał ostrą piłkę na 11 metr. W polu karnym Moses oszukał swojego plastra i wybiegł przed niego. Wysoko wyskoczył i głową skierował piłkę w długi róg. Bramkarz był za niski, żeby to wybronić i Moses strzelił przepiękną bramkę.
Ostatni, szósty gol strzelony przez nas, też był dziełem Mosesa. Tym razem Moses zaprezentował swoją siłę fizyczną i szybkość. Z naszej połowy piłkę zagrał Podhaj, a Moses bił się z trzema obrońcami. Wygrał pozycję i leciał na bramkę. Tym razem piłka się go słuchała i mimo tłoku miał ją cały czas przy nodze. Gdy wbiegł w szesnastkę, przełożył sobie jednego z obrońców, poprawił piłkę i huknął w długi róg. Nic dodać, nic ująć. Piękna, indywidualna akcja.
Mogliśmy oczywiście strzelić jeszcze klika goli, ale mogliśmy też jeszcze dużo stracić. Gdyby nie Topek, na pewno tak by się stało. Jednak on po raz kolejny potwierdził, że ma refleks, wyczucie i szczęście.
 
Juwenia Boczów - oldBOYS Słubice 9:6 (4:5) - Moses 4, Oleś 1, Lupi 1