maly turnieje
TURNIEJ NA PIĄTKĘ
3 lutego 2018r. po raz kolejny otrzymaliśmy zaproszenie na oldbojowy turniej do Lubniewic. W sile 6 chłopa tam pojechaliśmy i prawie zawojowaliśmy miejscową halę. Kokol, Pałka, Znaju, Grzeniu, Oleś i Górek – oto solidna grupa.
Pierwszy mecz, to spacerek z Ośnem. Z taką tylko różnicą, że z tego spaceru wróciliśmy bardzo zmęczeni, pokopani i z bagażem dwóch goli. To nic, że mieliśmy przewagę. To też nic, że stworzyliśmy więcej sytuacji. I ostatnie to nic, to to, że byliśmy wyraźnie lepsi. Debiutujący w bramce Kokol wybronił jeden mocny strzał, ale przy dwóch kolejnych już nie miał szans. Właściwie, to jeden z tych dwóch wybronił prawie, tylko że potem sam sobie wrzucił. Coraz częściej ośniaki nas leją.
W drugim meczu nie byliśmy w stanie podjąć walki. Dobrze wytrenowana, wybiegana i zgrana ekipa Warty Gorzów, którą tworzyło około 30 zawodników, rozpykała nas jak młodych. To nic, że próbowaliśmy walczyć. To też nic, że długo się broniliśmy. I ostatnie to nic, to to, że ulegliśmy zasłużenie. Nic się jednak nie stało, bo do faworytów turnieju już od jakiegoś czasu nie należymy, tym bardziej, że coraz mniej nas jeździ na zawody.
Powoli się podnosimy. W trzecim starciu na parkiecie zawitała banda z Sulęcina. I co? Jednak potrafimy nie dać się pokonać. To nic, że nie wygraliśmy. To też nic, że nie strzeliliśmy żadnej bramki. I ostatnie to nic, to to, że większość kibiców była przeciwko nam. Ważne jest to, że nigdy się nie poddamy i zawsze każdy musi na nas uważać.
Mecz nr 4, to walka z miejscowymi. Zawsze są groźni i mocno skuteczni. Ale nie tym razem. Zatrzymaliśmy ich, bo zastosowaliśmy ich broń. Graliśmy z tyłu i kąsaliśmy mocno. To nic, że kąśnięcia nie były celne. To też nic, że opadaliśmy z sił i brakowało tlenu. I ostatnie to nic, to to, że przeciwnik nie stosował zasad fair-play i z pomocą sędziów nas denerwował. Dowieźliśmy bezbramkowy wynik do końca i z uśmiechem poszliśmy do szatni się zregenerować. Wszak zostały do rozegrania dwa mecze, które mogły nas postawić na pudło.
I w meczu z Witnicą wszystko się układało, jak w najlepszym brazylijskim serialu, ale… do czasu. To nic, że nie wygraliśmy już piątego meczu z rzędu. To też nic, że w końcu nie byliśmy słabsi. I ostatnie to nic, to to, że znowu, prowadząc dwoma golami, w ostatniej sekundzie zabrano nam wszystkie punkty. Najważniejsze, że regeneracja i odprawa była skuteczna i dała nam dodatkowe siły, chociażby na kilka minut.
Ostatni mecz turnieju okazał się meczem nie o honor i nie o wszystko, tylko o życie. I właśnie w nim pokazaliśmy wszystkie nasze dobre cechy. To nic, że byliśmy już zmęczeni, nie tylko bieganiem po parkiecie. To też nic, że Długoszyn był najcięższą ekipą w turnieju. I ostatnie to nic, to to, że zdobyliśmy tylko 3 bramki. Nieważne jest to, jak się zaczyna, najważniejsze jest to, jak się kończy.
Ostatecznie zajęliśmy miejsce 5. To nic, że kolejny raz nie stanęliśmy na podium. To też nic, że pojechaliśmy w bardzo niezgranym składzie. I ostatnie to nic, to to, że Grzeniu podobny jest do Olesia, co skrzętnie wykorzystali sędziowie. Najważniejsze, że za sąsiadów w tabeli mamy przyjaciół z Witnicy (za nami) i Ośna (przez przypadek przed nami) oraz króla strzelców turnieju, którym został Oleś, strzelając „wszystkie” 5 bramek.
I tak się zakończył turniej na piątkę. Dlaczego na piątkę? No, bo pojechaliśmy w składzie 5+1, zajęliśmy 5 miejsce, zdobyliśmy 5 punktów i strzeliliśmy 5 goli. I oczywiście turniej rozegrany został 3 lutego (3+2=5) 2018r. (-2+0-1+8=5). Proste?
Nasze mecze:
Ośno Lubuskie – oldBOYS Słubice 2:0
Warta Gorzów – oldBOYS 2:0
oldBOYS – Sulęcin 0:0
oldBOYS – Lubniewice 0:0
Witnica – oldBOYS 3:2 (Oleś 2)
Długoszyn – oldBOYS 0:3 (Oleś 3)