maly turnieje
NIEPOKONANI Z SULĘCINA
Kolejny nasz zimowy turniej halowy rozegraliśmy w Sulęcinie. Przed rokiem w tym samym miejscu osiągnęliśmy mierny wynik, więc było co poprawiać. Każde miejsce powyżej piątego dawało nam satysfakcję.
W sześciodrużynowym turnieju nie ponieśliśmy żadnej porażki, a do takiego sukcesu przyczynili się Topek, Łazi, Lupi, Oleś, Pałka, Grzeniu i Moses. Wspierał też nas tajemniczy jegomość, który przed turniejem złożył pewną deklarację. A po turnieju, bez problemu, wywiązał się z danego słowa. I było miło.
Pierwszy mecz zagraliśmy z Witnicą. I już w nim rozegraliśmy najładniejszą akcję meczu, a kto wie czy nie nawet turnieju. Cała akcja rozegrana została 5 podaniami z pierwszej piłki. Najpierw piłkę między sobą klepali Lupi i Oleś. Po chwili Lupi prostopadle podał do wychodzącego Grzenia, a ten pod brzuchem bramkarza puścił szczura i prowadziliśmy. Druga bramka padła po perfekcyjnie rozegranym rogu. Tym razem asystował Grzeniu, który idealnie zagrał do nadbiegającego Mosesa. Pierwsza piłka i gol pod porzeczkę.
Gospodarze byli przeciwnikiem w drugim meczu. I jak zwykle, jak przed rokiem, sędziowie swoim próbowali pomóc. I co? Udało się im. Chociaż przy pierwszej straconej przez nas bramce nie pomogli. Pogubiliśmy się w obronie, a na dodatek znalazł się tam Moses, który jeszcze bardziej namieszał. W wyniku tego zamieszania bezpańską piłkę, zawodnik z Sulęcina, wbił między nogami Topka. W połowie meczu wyrównaliśmy i znowu w roli głównej zagrał Grzeniu. Jakimś sposobem odebrał piłkę pod bramką przeciwnika i podał do Olesia, który silnym strzałem zdobył gola. Do końca mecz był równy i obie drużyny miały sytuacje na podwyższenie wyniku. Dobrze bronili jednak bramkarze. Swoje umiejętności w grze obronnej pokazał także Łazi, który w być może meczowej akcji powstrzymał napastnika z Sulęcina. Kto faulował, nie wiadomo, bo obaj się trzymali i przepychali, ale sędzia uznał winę naszego zawodnika i gwizdnął faul dla miejscowych. Z parkietu trzeba było zetrzeć krew, ale oprócz niegroźnych stłuczeń nic poważnego się nie stało. Z tym, że Łazi niestety już więcej nie zagrał. Kolano bolało i nie chciał pogłębić urazu. Po chwili my mieliśmy akcję meczową i tutaj znowu sędzia dał o sobie znać. Moses, mając przeciwnika na plecach, obrócił się z piłką i zdobył gola. Sędzia jednak gwizdnął tuż przed oddaniem strzału, bo obrońca się przewrócił. Jakie wiązanki od nas usłyszał w tym momencie sędzia, to tylko wiemy my. Nic to jednak nie dało. Dostaliśmy tylko rzut wolny, którego Pałka źle rozegrał i mecz się zakończył remisem.
Trzecie spotkanie przyszło nam zagrać z najsłabszą drużyną, chociaż później się okazało, że najsłabsi nie byli. Od razu ruszyliśmy na nich pressingiem i pod ich bramką wciąż im przeszkadzaliśmy. Panowie z BOSKO pogubili się i już po 2 minutach prowadziliśmy trzema bramkami. Prowodyrem tego ataku był oczywiście Grzeniu, który wyglądał jak wygłodniały wilk i z lejącą się z pyska pianą wciąż kąsał wroga. Efektem jego agresji było siedem goli, a sam przywódca stada brał udział przy pięciu z nich. Pod koniec meczu zrezygnowaliśmy z obławy i zaczęły się fajerwerki. Zamiast dobić ledwo żywą ofiarę, pozwoliliśmy się jej podnieść i odetchnąć. To był dobry ruch z naszej strony, bo w ostatnim swoim meczu pokonali drużynę z Ośna i nie zajęli ostatniego miejsca.
Bardzo męczyliśmy się w meczu z Ośnem, a na dodatek kontuzji doznał Topek i musiał opuścić bramkę. Zastąpił go bardzo doświadczony Pałka, ale doświadczony na innym polu. Nie musiał udowadniać, że potrafi bronić, bo przeciwnicy albo nie trafiali w bramkę, albo w piłkę. Męczarnie zakończyliśmy gdzieś w 7 minucie, gdy pomylił się obrońca Ośna. Z jego błędu skorzystał Oleś. Zabrał piłkę, podbiegł do bramkarza i podał obok do Grzenia, który miał pustą bramkę. Grzeniu strzelił i wygraliśmy po raz kolejny.
Ostatni mecz w turnieju był walką o pierwsze miejsce. Musieliśmy wygrać, a Lubniewice łatwym rywalem nie są. Poza tym, chcieli pomóc oldbojom z Sulęcina zdobyć tytuł. Nie daliśmy się i dobrze taktycznie rozegraliśmy mecz. W ekipie z Lubniewic najsłabszym ogniwem był ich bramkarz, który puszczał wszystko, co leciało w światło bramki. Pierwszego gola strzelił Oleś, który urwał się lewą stroną i z ostrego kąta pokonał bramkarza. Przy drugim golu Olesiowi pomógł Grzeniu. Wyprowadzając kontrę minął jednego obrońcę, podał do Olesia a ten strzelił w dolny róg. Te bramki ustawiły mecz, bo przeciwnik ruszył na nas, a my czekaliśmy na kolejne przechwyty i kontry. I udało się jeszcze dwa razy. Najpierw atak powstrzymał Oleś i podał do Lupiego, a całą kontrę sfinalizował Moses. Potem do Mosesa podawał Grzeniu, który tym sposobem zdobył jedenasty punkt w punktacji kanadyjskiej. Niestety, straciliśmy w końcówce gola, który zadecydował o tym, że Topek nie otrzymał statuetki bramkarza. Za to inną, bo za strzelenie 7 goli w całym turnieju, odebrał Moses.
Zajęliśmy pierwsze miejsce zupełnie zasłużenie. Za nami był Sulęcin, który przegrał z nami bilansem bramkowym. Potem Witnica, kolejny raz zajmując miejsce na podium. Lubniewice, w trochę słabszym składzie niż 2 tygodnie temu, zajęli miejsce czwarte, a największa niespodzianka turnieju – BOSKO Sulęcin, rzutem na taśmę wyprzedziła Ośno.
wyniki:
Sulęcin – Bosko Sulęcin 4:0
Ośno – Lubniewice 0:1
Witnica – oldBOYS 0:2 (Grzeniu, Moses)
Lubniewice – Bosko 4:0
Sulęcin – oldBOYS 1:1 (Oleś)
Ośno – Witnica 0:2
oldBOYS – Bosko 7:0 (Moses 4, Lupi 2, Grzeniu)
Lubniewice – Witnica 0:4
Sulęcin – Ośno 1:0
Witnica – Bosko 4:0
oldBOYS – Ośno 1:0 (Grzeniu)
Lubniewice – Sulęcin 0:2
Ośno – Bosko 1:2
Witnica – Sulęcin 0:3
oldBOYS – Lubniewice 4:1 (Oleś 2, Moses 2)