maly turniejeZŁOTO W CYBINCE
Służy nam klimat w Cybince. W zeszłym roku wygraliśmy Perłobranie, a teraz letni ROTRANS-CUP. Przy okazji udowodniliśmy, że wciąż jesteśmy lepsi od zespołów ligowych, grających w klasach A i B oraz od młodzieży, która ma niewielkie doświadczenie. Dodatkowo, okazało się, że potrafimy grać na nierównej murawie.

W turnieju wzięło udział 12 zespołów. Trochę za dużo, bo więcej było czekania niż grania, ale to nam nie przeszkadzało. Doskonale rozłożyliśmy siły i dotrwaliśmy do końca. Graliśmy w składzie: Burak, Znajek, Bobik, Podhaj, Grzeniu, Moses, Oleś i dwa Marciniaki (Adam i Marcin).

Pierwszy mecz zagraliśmy z Zorzą Grzmiąca i już po 2 minutach prowadziliśmy 3:0. To był szok nie tylko dla przeciwnika, ale i dla nas, bo takiego początku nigdy w życiu jeszcze nie mieliśmy. Niektórzy z nas nawet nie dotknęli piłki. Wspaniale współpracowali Moses i Grzeniu. Szybka wymiana podań między nimi i precyzyjne strzały z pierwszej piłki to było preludium do całej ich gry w turnieju. W końcówce dołożyli jeszcze jedną bramkę i już było wiadomo, kto jest faworytem turnieju.

Następny mecz, to spotkanie z odwiecznymi rywalami. Z kolesiami z Sulęcina, Ośna i Rzepina, którzy tym razem zagrali pod szyldem Orkan Długoszyn, spotykamy się systematycznie na turniejach oldbojowych. Już pierwszy strzał, w wykonaniu Marcina, mógł wylądować w siatce, ale bramkarz Orkanu koniuszkami palców wybił piłkę zmierzającą w dolny róg bramki. Stuprocentową jeszcze okazję mieliśmy w trakcie meczu. Idealną pozycję, po zagraniu Grzenia, jednak zmarnował Moses. Na chwilę chyba uciekła skuteczność z pierwszego meczu i tym razem nie było zwycięzcy.

W trzecim meczu obudził się Znajek. Po pięknie rozklepanej akcji z Grzeniem prawą stroną, precyzyjnie uderzył z lewej nogi w samo okienko. Ta bramka mogła być brana pod uwagę w plebiscycie na najładniejszego gola turnieju. W dalszej części meczu spokojnie rozgrywaliśmy akcje, ale nie ustrzegliśmy się też błędów. Po jednym z nich gola straciliśmy, a strzelił go… Znajek. Uprzedził interweniującego Adama i zablokował wślizgiem piłkę, ale tak niefortunnie, że skierował ją do naszej bramki. Przeciwnik z remisu nie cieszył się długo, bo już w następnej akcji odzyskaliśmy prowadzenie. I znowu w rolach głównych wystąpili Grzeniu i Moses. Pierwszy podawał, drugi strzelał i tak wygraliśmy mecz z Polesiem Białków.

Ponownie skuteczność nas zawiodła w meczu nr 4 i z pierwszym zespołem Victorii Szczaniec goli nie strzeliliśmy. A że oni też nam nie strzelili, to wzięliśmy po punkcie i poszliśmy do szatni. A tam... czekały już regeneracyjne napoje i ciepłe grillowane przekąski. Nie wszyscy, oczywiście, skorzystali z cateringu, bo nie wszyscy potrafią poradzić sobie z odżywianiem w trakcie trwania turnieju. Tylko najbardziej doświadczeni i znający swój organizm mogli tej ofercie podołać. Wśród nich znaleźli się Bobik i Oleś.

Ostatni mecz w grupie zagraliśmy z juniorami Perły Cybinka. Oni w dotychczasowych meczach zdobyli tylko 1 punkt i byliśmy pewni swego. Tym bardziej, że wystarczał nam remis żeby zagrać półfinał. I co się okazało? Nie byli wcale tacy słabi i już byli w ogródku i witali się z gąską, ale klasę bramkarską pokazał Adam. Dwa razy w sytuacji sam na sam nie dał szansy rywalowi na umieszczenie piłki w swojej bramce. To nas podbudowało i obudziło do uważniejszej gry. Wynik otworzył Znajek, po bliźniaczej akcji z meczu z Polesiem, z tym że teraz asystował Podhaj. Za chwilę poprawił Moses, a dobił ich ponownie Znajek. Młodzież nie mogła się pogodzić z taką porażką, co dobitnie wyrazili w słowach: „Ja pier...! Jaki wstyd! Przegrać z dziadkami! Ma-sa-kra!”.

Półfinał zagraliśmy z drugim zespołem Victorii. Jeśli w grupie nie przegraliśmy z zespołem nr 1, to tym bardziej nie powinniśmy przegrać z numerem 2. A jeśli przegrać nie powinniśmy, to trzeba było wygrać. I tak też się stało. Zaatakowaliśmy od początku i po 2-3 minutach Moses wykorzystał błąd obrońcy i strzelił gola. W tym meczu w końcu przebudził się Oleś i po chwili pięknym uderzeniem z mańkuta w długi róg nie dał szans bramkarzowi. Prowadząc dwoma bramkami odpuściliśmy, by oszczędzić trochę sił na finał i w końcówce spocić się musiał Burak. Skutecznie przeszkadzał przeciwnikowi, ale też trochę za ostro i wyleciał z boiska na minutę. Nic to jednak nie zmieniło, bo obrona wciąż funkcjonowała bez zarzutów. Ostatnią akcję meczu zapoczątkował Bobik, który podał do Mosesa, ten do wychodzącego na czystą pozycję Grzenia, którego brzydko wykosił bramkarz. Niestety Moses, król strzelców tego turnieju, nie wykorzystał karnego. Strzelił jak… wiadomo kto.

W finale zagraliśmy znowu z Orkanem, który nie stracił do tej pory żadnej bramki. My tylko jedną, ale samobójczą więc spodziewać się można było nudnego meczu. Nic podobnego. Mecz był żywy i otwarty. Wciąż działo się pod obiema bramkami. Jedni i drudzy grali ostro, ale fair. Pierwszego jednak sędzia z boiska wyrzucił naszego zawodnika. Marcin delikatnie dziubnął gościa, ale ten będąc rozpędzonym, spektakularnie się przewrócił i sędzia dał się nabrać. Z tego rzutu wolnego straciliśmy gola. Gdyby nie rykoszet, Adam na pewno piłkę by wybronił. Nie poddaliśmy się i zaatakowaliśmy wszystkimi siłami. Najpierw, tuż przy słupku strzelił Oleś, ale bramkarz wybił. Potem z daleka próbował Marcin. Kombinowali uruchomić naszych snajperów także Podhaj i Bobik, ale nie wychodziło. Graliśmy też przez 1 minutę w przewadze i… znowu się nie udało. Aż w końcu Oleś przeprowadził akcję, po której piłka wpadła do bramki. Teraz musieliśmy znaleźć 3 ochotników do karnych. Pierwszy podszedł Oleś i po mocnym strzale trafił. Przeciwnik przeniósł piłkę nad bramką. Drugim u nas był Moses. Baliśmy się, bo już jednego karnego nie strzelił. Okazało się, że niepotrzebnie, bo tym razem pewnie go wykorzystał. Przeciwnik nie przeniósł piłki nad bramką i doprowadził do stanu 2:1. Właścicielem najmocniejszego strzału w oldBOYS-ach jest Marcin, znany jako Cinek i to on był wyznaczony do ostatniego karnego. Tym razem chyba zapomniał o swojej sile i lekko po ziemi uderzył w środek. Nieskutecznie. Przeciwnik po chwili wyrównał i potrzebna była kolejna para. Utworzyli ją Grzeniu i Piodi. Pierwszy strzelił silnie i celnie, a drugi silnie i niecelnie. Piotrek, podejrzewany o układ, od razu został zlinczowany przez swoich partnerów, ale w jego obronie stanęliśmy my, bo w końcu jest jednym z oldBOYS-ów.

wyniki:

Grupa A
VICTORIA SZCZANIEC I - ORKAN DŁUGOSZYN 0:1
PERŁA JUNIOR CYBINKA - POLESIE BIAŁKÓW 1:3
ZORZA GRZMIĄCA - OLDBOYS SŁUBICE 0:4 (Grzeniu 2, Moses 2)
VICTORIA I - JUNIOR 0:0
ORKAN - OLDBOYS 0:0
POLESIE - ZORZA 1:2
JUNIOR - ORKAN 0:2
OLDBOYS - POLESIE 2:1 (Znajek 1, Moses 1)
ZORZA - VICTORIA I 0:2
ORKAN - POLESIE 1:0
JUNIOR - ZORZA 0:1
VICTORIA I - OLDBOYS 0:0
ZORZA - ORKAN 0:1
OLDBOYS - JUNIOR 3:0 (Znajek 2, Moses 1)
POLESIE - VICTORIA I 0:0
Grupa B
JANAX SKWIERZYNA - VICTORIA SZCZANIEC II 1:1
SPARTAK BUDACHÓW - SMOGÓRZANKA SMOGÓRY 0:0
ROTRANS CYBINKA - ZJEDNOCZENI PRZYTOCZNA 0:4
JANAX - SPARTAK 1:1
VICTORIA II - ZJEDNOCZENI 2:1
SMOGÓRZANKA - ROTRANS 1:0
SPARTAK - VICTORIA II 0:0
ZJEDNOCZENI - SMOGÓRZANKA 0:1
ROTRANS - JANAX 1:1
VICTORIA II - SMOGÓRZANKA 0:0
JANAX - ZJEDNOCZENI 0:1
SPARTAK - ROTRANS 1:0
SMOGÓRZANKA - JANAX 0:0
ROTRANS - VICTORIA II 0:2
ZJEDNOCZENI - SPARTAK 1:0
półfinały:
ORKAN - SMOGÓRZANKA 1:0
OLDBOYS - VICTORIA II 2:0 (Moses 1, Oleś 1)
finał:
OLDBOYS - ORKAN 1:1 (Oleś 1) karne 3:2 (Oleś, Moses, Grzeniu)
 
Królem strzelców został Moses, który zdobył tylko 5 bramek.